sobota, 28 kwietnia 2012

Miharu Koshi - Tutu

Recenzja albumu, który ma już prawie 30 lat jest dość trudna, bo możliwości techniczne były zupełnie inne niż dziś, ale jakoś tworzenie genialnych i pięknych utworów było możliwe ;) Tak więc przed państwem japońska Miharu Koshi z albumem Tutu. Styl to synthpop i czuć tutaj orientalne tchnienie w każdym utworze. Od razu rzuciło mi się w uszy to, że to wszystko brzmi trochę jak nagrane na niezbyt szybkich taśmach szpulowych - ej, przecież to jest Japonia, tam już chyba w 1983 nagrania były cyfrowe, na dyskach twardych :D

 Brzmi to w każdym razie bardzo przyjemnie, płynnie i bez żadnych przesterów na wyższych częstotliwościach, czego nienawidzę. Album rozpoczyna się niezłym coverem Telexa - L'amour Toujours. Producentem nagrania był podobno sam Marc Moulin (członek wyżej wymienionego zespołu, niedawno zmarł), mimo to brzmi to wszystko tak, jak pozostałe utwory z płyty - czyli orientalnie i dość specyficznie. Melodia Marca, wiadomo, świetna, w końcu Telex to chyba mój największy idol. Warto też nadmienić, iż Marc w środku utworu coś mówi, ale niestety moje zdolności językowe nie pozwalają zrozumieć, co :P W tej adaptacji brzmi też dość ciekawie, polecam posłuchać oryginału:

Po pierwszym, udanym utworze następuje Laetitia, czuć murzynkiem bardzo :) jeszcze nie mój faworyt, ale jest dość przyjemnie, taka przyjemna muzyka do leżenia sobie i słuchania po cichu w słuchawkach. Później jest Scandal Night - zwyczajny, typowy wręcz utwór dyskotekowy. Nie przypadł mi za bardzo do gustu, głównie ze względu na to, że więcej "bajerów" niż muzyki, ale wyszło całkiem nieźle. O, czyżbym słyszał tam Michela Moersa? Świetnie, jeden z moich ulubionych męskich wokali, szkoda że tylko w roli pojedyńczego ubarwiacza. A breakdown w środku i chwilę przed końcem utworu jest przyjemny i w dobrym miejscu. Utwór się kończy, a zaczyna się L'amour... Ariuwa Kuro No Irony. Ten jest chyba najoryginalniejszym z całej płyty, bardzo pasują mi takie klimaty. Świetny japoński bas, pętla głosowa Miharu i jej głos z delay'em z biegiem utworu stają się coraz bardziej technicznie, co tworzy niesamowity klimat. Może mój faworyt? Jeżeli tak, będzie musiała dzielić go z jeszcze innym utworem. Dodam też, że zsamplowałem kiedyś ten utwór, ale z pierwotnego dema nic nie wyszło - sample więc czekają w mojej ogromnej bibliotece na jakieś kreatywne wykorzystanie ;)
Po tym bardzo emocjonalnym kawałku jest Sugar Me - szybka, wesoła, funkowa nieco piosenka, niestety nie w moim guście.. z początku, bo później wchodzi po chwili przerwy pianinko i motyw trochę się zmienia, a potem gra tak jak wcześniej. Są dobre momenty w utworze, ale całokształt nie wywarł na mnie w ogóle żadnych emocji. Kolejny Pussycat, bardzo groove'owy utwór z świetną częścią koło minuty jest znacznie bardziej udany wg. mnie niż jego poprzednik. Ten utwór naprawdę powoduje kiwanie głowy, często połączone z rytmicznym tupaniem stopą i nuceniem, bo za Chiny (:D) zaśpiewać się tego nie da przez słowianina ;) Późniejszy Keep on Dancing zachęca do dalszego tupania i kiwania, ale jest to znacznie bardziej chilloutowy kawałek, z początku kojarzy się on z twórczością Erica Serry, który pisał muzykę do filmów Luca Bessona (Nikita, Leon Zawodowiec), by the way polecam takie jego utwory jak NPOKMOP albo Free Side. Nieco "murzyńskie" aranżacją bębny wchodzące później dają jeszcze większe odprężenie, a pady uzupełniają całość odpowiednio czasem wybrzmiewając, powoli też zaczyna się chcieć tańczyć. Bardzo mi się też podoba część melodyczna około 2:40. Późniejsza solówka też niczego sobie. W końcu druga połówka mojego faworyta: Nichiyo Wa Ikanai. Nie wiem, dlaczego tak mi się podoba ta piosenka, ponieważ analiza logiczna nie wykazała żadnych nadzwyczajów. Mimo to zarówno melodia, jak i całokształt brzmienia mocno mi się wrył do głowy przez uszy, przyznam też, że ten utwór też nie ominęła moja maszynka samplująca :) Przepiękne motywy przewijają się przez cały utwór, nic nie słabnie, ciągle jest bardzo dużo emocji. Nie opiszę dokładnie tego utworu, pozostawię to ewentualnemu słuchaczowi ;) Album kończy się wesołym Petit Paradis, które brzmi jak piosenka z teatru dla dzieci, ale takiego dobrego teatru. Dynamika z początku malutka rozbrzmiewa, by w końcu wybuchnąć, a później od początku. I tak dwa razy. Nie jest idealnie, ale dobry koniec nie jest zły ;)

Jeżeli chodzi o całokształt - jest to bardzo, jak już wspomniałem na początku specyficzny materiał, oryginalny i brzmi bardzo poprawnie. Pomysłowe i dobrze zagrane syntezatory, które tutaj są prawie wszystkimi instrumentami były programowane przez kogoś, kto naprawdę zna się na tym świetnie, i jedyne co mogę zrobić to się przed nim ukłonić. Też kupą dobrej roboty było napisanie muzyki - wiadomo, to Japonia, muzyka japońska zawsze mnie intrygowała ;)

Ocena (zapomniałem o wszystkich utworach po 1983 i wyobraziłem siebie bardzo małego leżącego przy gramofonie z słuchawkami Unitra):
Brzmienie: 4,5/6
Melodia: 5/6
Instrumentarium: 5/6

subiektywna ocena końcowa: 8,5/10

  Jakby ktoś nie mógł znaleźć/kupić tego albumu, niech napisze do mnie, postaram się mu go wysłać ;)

Kamp! - Cairo

Na początek coś polskiego i nowego.
EP z remiksami utworu "Cairo" nagranego przez trio Kamp!.
Z tego co słyszałem, to odcisnęli chyba nawet z 200 limitowanych
niebieskich winyli, niestety na żadnego z tej dwusetki się nie załapałem. Ale na szczęście mam cyfrową kopię albumu.

Do rzeczy - oprócz oryginału na ep-ce pojawiły się trzy remiksy - Moulinexa (jest to też szef wytwórni Discotexas, której nakładem wydano tą płytę), JBAG'a i Social Disco club remix. O remiksach tylko postaram się coś wspomnieć na koniec, natomiast całą swoją  uwagę przykułem bardzo ciekawemu oryginałowi.
Gdy pierwszy raz usłyszałem ten utwór, moje uczucia były mieszane. Może przez ten dziwny teledysk, w którym Eryk Lubos dziwnie się zachowuje i nic po za tym? (tak, to zdecydowanie nie moja filiżanka kawy :] )
Muzyka jednak spodobała mi się, ale nie za pierwszym razem. Z początku to było takie zwykłe, nic nie wnoszące nowego do gatunku indie-disco. Początek mi się dłużył, a później było średnio, chociaż był potencjał (btw. ten zwrot jest zdecydowanie nadużywany, więc przepraszam, ale nie mogłem tego inaczej określić) Jednak sprawiłem sobie całą EPkę, posłuchałem utwór Kamp! kilka razy i wpadł mi w ucho, nawet początek przestał się dłużyć ;) Bardzo udane eksperymenty z tomami, które czasem sobie dumdną tu i tam, całkiem niezły miks i dobra przestrzeń (nie można tego powiedzieć o remiksach, które brzmieniem nie odstraszają, ale pewne niedociągnięcia rzucają się w moje średnio wyczulone uszy). Utwór przez cały czas ciągle nabiera rozmachu i jest przemyślany, jeżeli chodzi o aranżacje i melodie. Dźwięki - syntezatory i wokal, który mi się podoba - nic specjalnego, ale na pewno nie jest źle - wszystko brzmi profesjonalnie i ładnie, chociaż już to wiele razy słyszałem. Ubarwiacze w postaci szybko rozbrzmiewających z lewej i z prawej strony "szybkich-smyczków" bardzo się sprawdziły, pasują i są, tak jak cała reszta, profesjonalnie zrobione.

Moulinex remix - niezły moulinexowy klimat, chociaż może ta stopa trochę inaczej poprowadzona grała by lepiej. I nie podoba mi się melodia, taka trochę pusta, podczas grania akordów przydało by się wykorzystywać całą skalę np. 1-3-5, a nie tylko 1-5 - wtedy pewnie było by znacznie lepiej.
Niewiele też się zmienia, trochę nie podoba mi się rozplanowanie remiksu.

JBAG remix - oj, tutaj też stopa do poprawy, chociaż możliwe, że na niektórych sprzętach (i innych uszach! :P ) grała by bardzo ładnie. Podobają mi się: "pływający" bas a także wszystkie partie melodyjne, a nie podobają: miks, ponieważ jest przede wszystkim źle skorektowany częstotliwościowo, w ogóle to nie brzmi i drażni. Zakończenie takie trochę z tyłka wzięte, ocenić aranżację było mi ciężko, bo niby melodia dobra, i tak dalej, ale nie czuć jej zmian, mimo wszystko brzmi to dość monotonnie.


Social Disco club remix - niestety, słuchałem to w domu, a nie w klubie, więc zdecydowanie mi się dłużyło. No cóż, nie przepadam za długimi, nudnymi utworami. Klasyczna gitara? Oj, nie, nie. Pomysłowo, ale nie tutaj. I nie pasują mi te ogniskowe akordy, sam lubię zmieniać i kombinować ale tutaj się nie poszczęściło twórcy. Po 3 minutach wchodzi razem z wkurzającymi padami z oryginału (tylko w tym remiksie mnie denerwują, od razu prostuję) włoski bas, który czasami fałszuje.. no i do końca (przypominam, siedem i pół minut) nic się nie dzieje. Nie, to nie to.

Ocena końcowa (oryginał i wszystkie remiksy razem):

brzmienie: 3,5/6 (dużo straciło się na remiksach)
melodia: 4/6
instrumentarium: 4,5/6

subiektywna ocena końcowa : 6,5/10

P.S: Nieźle, że Polacy zaczynają się zajmować taką muzyką. Tylko niech lepszych remikserów szukają ;)

Link do kupienia:

http://www.beatport.com/release/cairo/440955

i trochę taniej na itunes:

http://itunes.apple.com/us/album/cairo-ep/id464284610




Pierwsze parę słów

Jest to blog poświęcony recenzji muzyki elektronicznej, głównie tej starszej, chociaż najnowsze premiery także nie będą omijane.
Co będzie pierwsze? Pomyślimy, zobaczymy ;) Chcę się zamienić miejscami z krytykiem, ponieważ zwykle to ja tworzę. Co wyjdzie, to wyjdzie.

Pozdro